facebook

Promocja

Przy zamówieniu opłaconym z góry o watości powyżej 500 zł wysyłka gratis!

Darmowa wysyłka
YouTube

Kategorie

Producenci

Wysyłka 24h

eRaty Santander Consumer Bank

znajdź nas na

Znajdź nas na Allegro
Znajdź nas na Facebook

zakup na raty

Edwards Audio APPRENTICE LITE MK2 TT Powiększ

Edwards Audio APPRENTICE LITE MK2 TT

1 399,00 zł

ZADZWOŃ I NEGOCJUJ!

1 dostępny

Ostatnie egzemplarze!


Negocjuj cenę

Edwards Audio APPRENTICE LITE MK2 TT

Edwards Audio APPRENTICE LITE MK2 TT

Gramofon analogowy czerwony w promocyjnej cenie !

Negocjuj cenę tego produktu :

* Pola wymagane

Anuluj lub 

Gramofon analogowy czerwony w promocyjnej cenie !

Apprentice LITE Mk2 to nowy model otwierający ofertę gramofonów brytyjskiego producenta Edwards Audio.
W nowej plincie z charakterystycznymi okrągłymi podcięciami zamontowano ramię EA101 z fabrycznie skalibrowaną wkładką MM C50. Napęd realizowany jest przez krótki pasek o okrągłym przekroju. Wysokiej jakości silnik o ograniczonym rezonansie napędza subtalerz, na którym umieszczono nowo opracowany talerz z polerowanego akrylu o grubości 12mm.Oś talerza spoczywa na precyzyjnym stalowym łożysku.
Zmiana prędkości obrotowej odbywa się ręcznie poprzez przełożenie paska na kole napędowym. Producent nie dołącza do kompletu tradycyjnej filcowej maty pod płytę. Po przetestowaniu różnych konfiguracji z matami okazało sie że najlepsze efekty dźwiękowe osiąga sie umieszczaniąc płytę bezpośrednio na akrylowym talerzu.
W komplecie znajduje się przezroczysta pokrywa chroniąca przed kurzem.
Ramię: EA101
Napęd: pasek standard
Łożysko: stalowe
Talerz: akryl przezroczysty 12mm
Wkładka: TalkZephyr C50
Pokrywa: tak
Wykończenie: lakier czerwony

TEST

 

Kiedyś, jeszcze pod koniec lat 90. i na początku lat dwutysięcznych, rynek audio w podstawowych i średnich przedziałach cenowych był podzielony między kilka firm, z których większość pochodziła z Japonii lub Wielkiej Brytanii. Było tak w elektronice, kolumnach i tzw. „akcesoriach”, o których dzisiaj myśli się raczej jak o równorzędnych składnikach systemu, np. o kablach. Jedną z marek, o której wówczas się mówiło, była Cable Talk. Niedrogie, produkowane w Wielkiej Brytanii kable znalazły uznanie u wielu melomanów i w wielu systemach można je spotkać do dziś.

 

Założona została została w 1990 roku, by w połowie pierwszej dekady XXI wieku zmienić się w TALK Electronics, firmę skupiającą się na elektronice. Kilka lat temu zadebiutowała z sub-marką o nazwie Edwards Audio, oferującą gramofony (Apprentice TT), wzmacniacz (Apprentice IA) oraz kolumny (Apprentice Speakers). Po raz pierwszy widziałem jej stoisko na wystawie High End 2015 i byłem zaskoczony przystępnymi cenami oraz solidnym wykonaniem. Pomimo że jej wyroby pochodzą z Wielkiej Brytanii.

APPRENTICE TT LITE Mk2

Gramofon TT Lite Mk2 otwiera ofertę gramofonów Edwards Audio. To prosta konstrukcja, bez odsprzęgania, ale z bardzo ładnym ramieniem i przemyślanym systemem napędowym. Kiedy przyjrzymy się tym elementom bliżej, dostrzeżemy ich podobieństwo do produktów Rega, innego brytyjskiego specjalisty – w przypadku TT Lite Mk2 chodzi o Regę Planar 1. Oferta EA różni się jednak w szczegółach, jak kształtem podstawy, miejscem umieszczenia silnika i wykończeniem talerza. Poza tym obydwie konstrukcje wydają się niemal identyczne. Z tym, że gramofon EA jest ładniejszy – czerwona podstawa ładnie koresponduje z przezroczystym talerzem, na którym nie ma żadnej maty.

Za 1790 zł otrzymujemy kompletny gramofon, który przychodzi do nas gotowy do pracy, z zamontowaną i ustawioną wkładką. Do nas należy ustalenie – za pomocą przeciwwagi – nacisku igły. Ale nawet to jest banalnie łatwe – „ustawiono” to w ten sposób, że przeciwwagę wystarczy docisnąć do „kołnierza” na ramieniu i mamy wagę wymaganą dla montowanej fabrycznie wkładki. Wyłącznik sieciowy mamy po lewej stronie i jest on łatwo dostępny. Zmiana prędkości obrotowej następuje ręcznie, przez przeniesienie paska napędowego niżej (45 RPM) lub wyżej (33,3 RPM). Do kompletu otrzymujemy przydatną pokrywę przeciwkurzową.

To bardzo ładny gramofon, którego podstawę wykonano z płyty pokrytej na gorąco okleiną (Rega używa na nią określenia Thermoset), która dostępna jest w trzech kolorach: satynowym czarnym, białym oraz czerwonym. Ma ona wcięcia na trzech bokach. Główne łożysko na bardzo małą tolerancję i ma łoże wykonane z brązu i ceramiki oraz stalową, utwardzaną oś, posadowioną na niewielkiej kulce. Ramię to znakomity model RB110 firmy Rega, potomek fantastycznego RB250. W literaturze TALK Electronics nosi ono nazwę EA101. Ma ono równie precyzyjne łożyskowanie, rurkę wykonaną z ciśnieniowego odlewu magnezowego i sztywną główkę, co wielki poprzednik. W przeciwieństwie do droższych modeli rurka ramienia ma tę samą średnicę na całej długości, a główka jest do niej mocowana (nie jest odlewana w całości z ramieniem). Warto zwrócić uwagę na układ auto-biasu, który został opatentowany. Sygnał wypuszczamy interkonektami zintegrowanymi z ramieniem; nie ma w nich osobnego kabelka masy.

Silnik synchroniczny 24 V umieszczono za osią talerza, ale przesunięty jest on nieco w bok. Ma on aluminiowy talerzyk. Moment obrotowy przenoszony jest na plastikowy, sztywny sub-talerz za pomocą gumowego paska Apprentice Black Belt, który później można wymienić na lepszy, Little Belter, w kolorze niebieskim.

Gramofon dostarczany jest z wkładką. Jest to jedna z wersji wkładki AT-91/AT3600 japońskiej firmy Audio-Technica, produkowanej w systemie OEM dla wielu innych firm. W Redze nosi ona nazwę Carbon, a w Edwards Audio Zephyr C50. To wkładka typu MM o wadze 5 g i sugerowanym nacisku pomiędzy 1,5 oraz 2 g. Można w niej wymieniać samą igłę (Zephyr M50). Igła ma szlif sferyczny i zamocowana jest na węglowym („Carbon”) wysięgniku.

Przypomnę, że podobnie działa amerykańska firma Music Hall, której gramofony produkowane są w Czechach, w fabryce Pro-Jecta. Bazują na podzespołach PJ, ale z ze zmianami wymyślonymi w Music Hallu.

 

Gramofon stanął na stoliku Finite Elemente Pagode Edition. Odsłuchany został z przedwzmacniaczem RCM Audio Sensor Prelude IC oraz niedrogim przedwzmacniaczem Edwards Audio Apprentice MM, który jest polecany jako komplet. W części odsłuchowej znajdą państwo ramkę z opisem brzmienia samego przedwzmacniacza. Wypróbowałem również dość ciężki docisk do płyty i dźwięk poprawił się – był lepiej wypełniony na środku pasma i ronił wrażenie solidniejszego, chociaż stracił trochę na wypełnieniu basu. Nie próbowałem natomiast maty, ponieważ ramię EA101 nie ma możliwości regulacji VTA.

 

Płyty użyte do testu (wybór)

Smoke Sessions - Vol.1, Smoke Sessions Records SSR-1401, „Limited Edition Collection | No. 193/500”, 200 g LP (2013); recenzja TUTAJ

Brendan Perry, Ark, Cooking Vinyl/Vinyl 180 VIN180LP040, 2 x 180 g LP (2011)

Diana Krall, All for You, Verve Music Group/ORG ORG 006, 2 x 180 g LP (1996/2009); recenzja TUTAJ

Halina Frąckowiak, Serca gwiazd, Wifon LP 051, LP (1983)

Hey, Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan, Supersam Music/Mystic Production SM02LP, 7” SP + 180 g LP (2012)

Kortez, Bumerang, Jazzboy Records JB 029 LP, „Record Store Day 2016”, 180 g LP (2016)

Mary Komasa, Mary Komasa, Pomaton 46151974, 180 g LP (2015)

Obywatel G.C., Tak! Tak!, Polskie Nagrania „Muza” SX-2707, LP (1988)

Seweryn Krajewski, Uciekaj moje serce, Wifon LP-062, LP (1983)

Skalpel, Skalpel, Ninja Tune ZEN 87, 2 x 180 g LP (2003)

Tommy Schneider & Friends, The Hidden Port, Kolibri Records no. 12001, 180 g LP (2012)

Trudno mi było wskazać płyty, które grałyby z tym angielskim gramofonem lepiej, a które gorzej – to bardzo uniwersalne urządzenie. Myślę, że w głównej mierze przez to, że „nakłada” na nagrania swoją osobowość, a ma ją naprawdę przyjemną. To nie jest „przezroczysty” system i chyba wcale nie o – dowolnie pojmowaną – „neutralność” tutaj chodziło. W tym zakresie cenowym chodzi o takie zestawienie różnych elementów, aby muzyka miała konkretne cechy, będące w opinii konstruktorów najważniejsze i żeby po prostu muzyka wciagała.

Apprentice TT Lite Mk2 gra w angażujący sposób, bardzo dobrze panując nad barwą nagrań i nad ich tempem. To ten przypadek, w którym na początku mamy wrażenie, że nic się nie dzieje, że nic nie „eksploduje”, a przekaz nie jest szczególnie wciagający. Posłuchajmy dłużej i po uspokojeniu naszej ekscytacji, wynikającej z tego, że dorwaliśmy nowy gramofon, usłyszymy bardzo ładne barwy i dobrze trzymane tempo.

 

To, że nic nas od razu nie „uderza” to pochodna wygładzenia ataku. Gramofon pięknie wypełnia dźwięk, ale nie jest mistrzem detaliczności. Nic w jego dźwięku przy tym nie brakuje. Słuchając płyt mamy przed oczami ich holistyczną całość, nie skupiamy się na szczegółach, chyba, że chcemy. Bo kiedy puściłem stare polskie winyle - Tak Tak Obywatela GC i Serca gwiazd Haliny Frąckowiak – z przyjemnością zanurzyłem się w ich estetykę, rozumiejąc co starano się uzyskać wycofując głos Ciechowskiego i co dało podniesienie średniego basu na płycie Frąckowiak.

Obydwie te płyty zagrały lepiej niż na wielu droższych i bardzo drogich gramofonach, bo nie zostały „wyciągnięte” ich wady, jak zamknięte pasmo, niewielka głębia itd. Zamiast tego dostałem naprawdę energetyczny, wypełniony dźwięk. Tak, wypełnienie było z tego chyba najważniejsze. Lekkie, niedrogie gramofony nie mają szans zagrać niskiego basu tak, jak ciężkie konstrukcje i TT Lite Mk2 nie jest od tej reguły odstępstwem. Nie stara się udawać, że to potrafi, bas nie jest więc przesadzony. A mimo to jest go sporo, ma ładną barwę i potrafi zaskoczyć. Jak przy płycie Arc Brendana Perry’ego, która miała potężny rozmach. Była też świetna głębia i bardzo dobre oddzielenie instrumentów od głosu, przez co przekaz był intrygujący w swojej ciemnej głębi.

Piszę o płytach, które trudno nazwać „audiofilskimi”, ponieważ to takie nagrania są najczęściej w zbiorach i to one przynoszą najwięcej radości. Świetne tłoczenie All For You Diany Krall i limitowana edycja nagrań ze studia Smoke Sessions Records były lepsze i to o wiele (co, nawiasem mówiąc sugeruje dobrą rozdzielczość gramofonu), ale wcale nie było tak, że grały one zjawiskowo, a reszta tylko dobrze. Nieco uśredniając przekaz angielski gramofon dowartościowuje stare nagrania, tłoczenia, nie do końca „dopieszczone” płyty, poprawiając to, co jest z nimi nie tak.

Tym bardziej, że nie jest skłonny do uwypuklania trzasków. To jasne, że słuchając polskich płyt z lat 80., czyli z czasów zapaści jeśli chodzi o jakość wydawanych w naszym kraju krążków, coś tam zatrzeszczy, że będzie trochę „smażyło”. Ale to część muzyki słuchanej z winyli i jeśli ktoś decyduje się na to medium musi mieć świadomość jego cech własnych. Tak więc słychać, że to płyta, ale nie nachalnie. Idzie to trochę obok muzyki, a jeszcze częściej pod spodem, nie jest na tyle mocne, żeby konkurowało z przekazem muzycznym.

 

I to jest chyba najważniejsze w tym zestawie: pozwala słuchać muzyki godzinami i cieszyć się także z tych gorzej zachowanych egzemplarzy, a nie tylko z doskonale zachowanych wersji „Mint”. Zresztą i z nowymi tłoczeniami, o znacznie niższym poziomie szumu przesuwu ta cecha się przyda, ponieważ zabrzmią one bardziej tak, jakby były nacinane z taśmy analogowej, a nie z cyfrowego pliku. A, nie czarujmy się, poza przerzucaniem używanych płyt w antykwariatach, większość zakupów będzie dotyczyła normalnych wydań, jakie są w tej chwili w sklepach – czyli wydań, w których źródłem była cyfra.

 

Słuchając gramofonu Edwards Audio nie zwracałem uwagi na to, czy pierwotne źródło sygnału było analogowe, czy cyfrowe, bo nie musiałem się tym martwić. Przy droższych gramofonach zaczyna to grać pewną rolę, a przy drogich jest ważne. Ale wydając trochę ponad 2000 zł za gramofon w komplecie z wkładką i przedwzmacniaczem gramofonowym nie będziemy się doktoryzowali ze sztuki wydawniczej. Będziemy raczej chcieli cieszyć się kolejnymi zakupami, przypadkowymi, wynikającymi z potrzeby chwili, skakać z radości na widok prezentu, który zostaje nam wręczony przez bliskich lub przyjaciół. Z TT Lite Mk2 na półce nie będziemy ich stresowali tym, że kupią nam „nie to wydanie, co trzeba”; każde wydanie zostanie z nim docenione.

Edwards Audio 
APPRENTICE MM

Dedykowany temu gramofonowi przedwzmacniacz gramofonowy tej firmy kosztuje 550 zł, co daje nam w sumie 2340 zł za komplet. Powiedzmy więc parę słów o samym przedwzmacniaczu.

 


Podstawowy przedwzmacniacz gramofonowy EA jest maleńki i nie wymaga znajomości techniki rakietowej. Ma stereofoniczne wejście, stereofoniczne wyjście, zacisk do uziemienia oraz gniazdo dla zewnętrznego zasilacza ściennego. Jego wzmocnienie wynosi 40 dB, nadaje się więc do wkładek typu MM. Stosunek sygnału do szumu wynosi -83 dB (A), a precyzja korekcji (wg materiałów producenta) mieści się w 0,5 dB. Obciążenie wynosi 47 kΩ, 150 pF. Obudowę wykonano z blachy stalowej, a front z ładnej, czarnej płytki z akrylu. Układ jest bardzo prosty i zmontowany z elementów SMD. Postawą są układy scalone N5532 International Semiconductors. Ale w układzie zastosowano też bardzo ładne kondensatory elektrolityczne firmy Vishay.

Jego dźwięk jest bardzo przyjemny i – powiedziałbym – niezobowiązujący. Powtarza wszystkie cechy, które powiedziałem o gramofonie. Nie jest selektywny, ani rozdzielczy, ale nie o to chyba tutaj chodzi. To ciepły, duży dźwięk z bardzo dobrze oddanym średnim i wyższym basem. Tym, czego się spodziewałem było uśrednienie dynamiki – tego za te pieniądze nie przeskoczymy. Nie jest ona zgaszona, ale też nie ma mocnych skoków. Z drugiej strony zaskoczyła mnie, już wspomniana, płyta Brendana Perry’ego – zaskoczyła mnie rozmachem, ponieważ sądziłem, że tak mały przedwzmacniacz da mały dźwięk – a tu nie… W komplecie z gramofonem otrzymamy ciepły, ładnie wypełniony na basie, delikatny na górze przekaz, który będzie się podobał.

 


Przedwzmacniacz nie szumi specjalnie mocno, ale ma lekki przydźwięk. Warto więc go uziemić, łącząc jego masę np. z masą wzmacniacza, co powinno załatwić sprawę.

Podsumowanie

Gramofon Edwards Audio jest z grupy tych, które „niczego nie muszą”, a tylko „mogą”. Nie ciśnie w kierunku rozdzielczości i detaliczności, nie stara się też pokazywać dokładnego rozplanowania przestrzennego danej rejestracji. Jego dźwięk jest skupiony na ładnych barwach, wypełnieniu basu i tym, aby nie szkodzić przesadnymi trzaskami. Bardzo dobrze trzyma rytm, jak na lekki gramofon i nigdy nie spowalnia go. To system na długie posiadówki, na przyjemne odsłuchy nowych i starych płyt, z których nie będzie się starał „wyciągać” wszystkiego, a raczej pozwoli temu, co najważniejsze, tj. muzyce, płynąć bez przeszkód i ciśnienia. Bardzo przyjemny, komfortowy dźwięk dla wszystkich, bez wyjątku i wykluczeń.

 

BUDOWA

Pierwsza wersja testowanego gramofonu, Apprentice TT Lite, była klonem modelu P1 firmy Rega. Takie działanie w przeszłości było często praktykowane i Rega w systemie OEM produkowała gramofony dla wielu firm, np. NAD-a. Miało to sens o tyle, o ile chcieliśmy mieć gramofon tej samej firmy, co reszta systemu, ponieważ był on zwykle nieco droższy od oryginału. Apprentice TT Lite było jednak… tańsze niż P1. jak to się udało – nie wiem.

Mk2 wciąż jest niedrogi, choć to „podrasowana” wersja poprzedniego modelu. To gramofon nieodsprzęgany, z napędem paskowym i ramieniem typu „gimballed”, tj. z zawieszeniem kardanowym. Do kompletu dostajemy pokrywę przeciwkurzową.
W stosunku do Mk1 zmieniona jest podstawa, talerz, zmodyfikowano też układ napędowy. Podstawa nie jest już prostokątna, a ma wcięcia na bokach. Wykonana jest z płyty pokrytej na ciepło okleiną. Taki układ ma pomóc w tłumieniu drgań i jest to opatentowany pomysł Regi.

Silnik synchroniczny AC, na napięcie 24 V, umieszczono nietypowo dla większości gramofonów. Jest z tyłu, za osią głównego łożyska i bardzo blisko. Ma to wyeliminować nierównomierności wynikające z długiego paska napędowego. Minusem jest większy wpływ drań silnika na dźwięk. Poradzono sobie z tym poprzez wytłumienie podstawy i – przede wszystkim – przez precyzyjne „dostrojenie” silnika. Pasek napędowy ma okrągły przekrój i współpracuje z jednej strony z aluminiowym talerzykiem na osi silnika, a z drugiej z plastikowym sub-talerzem. Wyłącznik mamy z lewej strony, na górnej powierzchni podstawy. Zasilanie zapewnia zwykły kabelek zakończony płaskim wtykiem.

Główne łożysko to wykonana z brązu tuleja z ceramicznym łożem i kulką, pośrednicząca między nim i stalową osią, zintegrowaną z sub-talerzem. Talerz wykonano z 16 mm przezroczystego akrylu. Ponieważ zrezygnowano z maty pod płytę, sub-talerz i pasek napędowy są doskonale widoczne. Wygląda to znakomicie.

Ramię EA101 to OEM-owa wersja ramienia RB110 Regi. To bardzo dobre ramię. Ma ono precyzyjnie wykonaną rurkę z odlewu magnezowego i równie dokładne łożyskowanie – rozwiązanie to firma nazwała „Zero Play Bearings” i opatentowała. Główka ramienia wykonana jest ze sztywnego plastiku. Przeciwwaga jest stalowa.

 

Ważne, aby gramofon stanął na równej, płaskiej powierzchni, odpornej na drgania. Nóżki z gumy izolują go nieco od otoczenia, ale raczej „nieco” niż „izolują”. Dobrze jest zawsze zastosować platformę gramofonową !

Brak komentarzy od klienta w tym momencie.

Napisz swoją recenzję

Edwards Audio APPRENTICE LITE MK2 TT

Edwards Audio APPRENTICE LITE MK2 TT

Gramofon analogowy czerwony w promocyjnej cenie !

Napisz swoją recenzję

Inne produkty w tej samej kategorii: (30)

Poprzednie
Następne

copyright © 2019 audiotrend.com.pl     |    tworzenie stron www Millenium Studio
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Google+